Wyprawa motocyklem Serbia 2010

Serbia też mnie zaskoczyła 😉 Jednak media kłamią 😉 Oczywiście trochę przesadzam. Media „tylko” zmieniają proporcje koncentrując się na sensacjach. Jechałem do Serbii z dużymi obawami o bezpieczeństwo. Obawiałem się zobaczyć kraj zniszczony wojnami, z ludźmi niechętnymi obcym. Na szczęście tak nie było.

Ten wpis jest kontynuacją: Wyprawa motocyklem Rumunia, Serbia, Bośnia 2010 – wstęp

Po promie na granicy rumuńsko-bułgarskiej wjechaliśmy do Bułgarii do miasta Vidin. Miasto było okropne. Blokowiska w stylu PRL, dziury w jezdni olbrzymie. Mam wrażenie, że celem egzystencji tego miasta jest obsługa TIR-ów. Dużo jest moteli i pensjonatów, ale wszystkie były nastawione na ich obsługę. Nie zachęcały do skorzystania i mimo, że było już późno, to zdecydowaliśmy się od razu pojechać do granicy Serbskiej. Na szczęście było to tylko 50km. Po wyjechaniu z Vidin zrobiło się już całkowicie ciemno. Jechaliśmy wąską, lokalną (taka jak u nas żółte 3-cyfrówki), przez lasy. Ciemno, pusto. Brakowało tylko deszczu do atmosfery horroru.

Do granicy serbskiej dojechaliśmy bez przeszkód. Kontrola paszportowa i celna była skrupulatna, ale w miłej atmosferze. Sprawdzili paszporty i zieloną kartę, zajrzeli do kufra (bez wyciągania wszystkiego na wierzch). Na koniec zapytaliśmy czy będzie gdzieś blisko nocleg. Pani ze straży granicznej, wcześniej szorstko wydająca polecenia, tym razem już miło odpowiedziała i na koniec jak odjeżdżaliśmy rzuciła z uśmiechem „Have a nice trip”.

Po kilku kilometrach wjechaliśmy do Zaječar. Zaczęliśmy od szukania noclegu. Hotel wyraźnie pamiętający czasy świetności Jugosławi nie wzbudził w nas zainteresowania. Dość szybko znaleźliśmy pensjonat, ale miał jeden feler. Mimo tabliczki, że czynne 24h i częściowo włączonych świateł, to drzwi były zamknięte. Już mieliśmy zrezygnować, ale wjechał tam tubylec na skuterze. Tchnięty nadzieją poszedłem jeszcze raz. Okazało się, że to sąsiad. Zagadnąłem go i okazało się, że jest bardzo chętny do pomocy. Niestety sam nie wiedział wiele o tym pensjonacie. Ale bardzo aktywnie starał się pomóc. Nie pisałbym o tym pensjonacie gdyby właśnie nie sąsiad. Bardzo mnie ujęła jego chęć pomocy cudzoziemcom. Nocleg znaleźliśmy sprawdzoną metodą. Zapytaliśmy taksówkarzy 🙂

Rano wyjechaliśmy z Zaječar i ruszyliśmy na zachód. Niestety dość szybko pojawił się znak, że za 6km będzie brak przejazdu. Skręciliśmy w drogę na północ, która akurat była. GPS złapał nowy kierunek i zaczął nas prowadzić. Po jakiś 10km coś zaczęło mi się nie zgadzać. Zatrzymaliśmy się i z papierową mapą zweryfikowaliśmy miejsce. Przydał się kompas w komórce. Okazało się, że GPS prowadził nas w najlepsze drogą E771 na północ. Jakbyśmy go posłuchali, to objechalibyśmy całą Serbię po obwodzie zamiast przeciąć na zachód… Okazało się GPS w Serbii tylko najgłówniejsze drogi. I to kolega ma motocyklowego Garmina. Markę legendę… Nie pierwszy i nie ostatni raz już nas zawiódł. Papierowa mapa pozwoliła już bez przeszkód wrócić na naszą drogę już za zakazem przejazdu. Przy okazji tankowania kupiliśmy serbską mapę, dokładniejszą niż mój atlas.

Nasza droga jednak nadal była pełna niespodzianek. W pewnym momencie znowu trafiliśmy na zakaz wjazdu. Tym razem bez wcześniejszego ostrzeżenia. Most nad rzeką był w trakcie budowania od nowa. Obok tylko kładka dla pieszych. Mimo, że skutery jeździły, to nie odważyliśmy się wjechać ważąc po 300kg i 400kg. Trochę się cofnęliśmy, i skręciliśmy w pierwszą lepszą drogę. Przejechaliśmy ładny kawałek drogi zanim pojawiła się jakaś nazwa miejscowości. Wtedy znaleźliśmy się na mapie. Okazało się, że powinniśmy pojechać zupełnie w innym kierunku. Jako, że nie lubię się cofać, to pojechaliśmy dalej naszą drogą. Według mapy już nie miało znaczenia czy wrócimy czy pojedziemy dalej. Droga miała zatoczyć koło i wrócić na główną krajówkę w miejscu gdzie znajdziemy potem objazd nieistniejącego mostu.

Pojechaliśmy piękną lokalną drogą przez góry. Wiła się wśród lasów i górskich potoków, żeby na koniec doprowadzić nas do górskiego zimowego kurortu i … zakończyć się. Kurort ładny, ale gdzie nasza droga z mapy, żebyśmy wrócili na krajówkę? Ech… Jako, że to był kurort zimowy to prawie nikogo nie było. Na szczęście „prawie” robi wielką różnicę i trafił się tubylec. Mieszanką serbskiego i polskiego (tzn. on po serbsku, my po polsku) dogadaliśmy się, że jest ta droga z mapy. Tylko, że to kamienista droga przez las dla aut 4×4. Ale motocykle spokojnie przejadą. Na początku nawet było nieźle. Kamienista droga przez góry jakie znamy chociażby z naszych Beskidów. Niestety potem były pozostałości po ciągniętych drzewach, czyli głównie błoto. No, ale po dłuższym czasie dojechaliśmy. Znaleźliśmy nasz objazd i za kolejne kilkadziesiąt kilometrów byliśmy znów na naszej krajówce, już za mostem.

Wieczorem, znów zbyt późnym wieczorem, dojechaliśmy do Uzice. Końcówka była słaba. Kręta droga, po ciemku wśród TIR-ów. Zmęczeni nie wybrzydzaliśmy i skorzystaliśmy z oferty dawno-jugosłowiańskiego hotelu. Hotel był całkiem wysoki. Dostaliśmy pokój na 13 piętrze. Jak się potem okazało tylko to piętro było dla gości. Reszta była nieużywana.

Rano wyruszyliśmy na poszukiwania skansenu stworzonego przez znanego reżysera Emila Kustorica. Jak to już wcześniej bywało, w Serbii nie tak prosto coś znaleźć. Najpierw GPS nas wywiózł 50km nie w tym kierunku co trzeba. Powinniśmy już się nauczyć, żeby mu nie wierzyć. Zwiodło nas to, że droga wydawała się prosta. No i z samego rana jeszcze ciężko myśleliśmy. To nas ocuciło 😉 Skansen znajduje się niedaleko miasteczka Mokra Góra. Nie będę opisywał samego skansenu, bo na pewno nie przebiję autora tego opisu: Serbia. Obietnica Kusturicy.

Mokra góra jest ciekawa jeszcze z dwóch względów. Tuż obok jest park narodowy oraz kolejka wąskotorowa. Przejechaliśmy się po wąskiej drodze, dla odmiany 😉 przez góry, w okolicach parku. Piękne, dzikie tereny, zapierające dech widoki. Samą kolejką nie jechaliśmy. Już było zbyt późno. Kolejka ma znaczenie tylko turystyczne. Można dzięki niej podziwiać piękną okolicę. Myślę, że warto zaplanować przejazd kolejką.

Granica z Bośnią była już bliziutko. Odprawa paszportowa równie szybka. Jedynie wymagali pokazanie kwitka meldunkowego jaki się otrzymuje w hotelu.

Serbia jest pełna sprzeczności. Z jednej strony drogi są całkiem niezłe. A w kierunku północ-południe jest autostrada. Widać na co poszła wielomilionowa dotacja z NATO po wydaniu Miloševicia. Z drugiej strony oznakowanie dróg jest tragiczne. W zasadzie w okolicy jakiegoś większego miasta, bez względu w jaką stronę nie pojedziesz, to są drogowskazy na to miasto w kierunku w którym jedziesz. Nawet jeśli jedziesz zupełnie w przeciwnym kierunku. Z jednej strony na stacjach benzynowych możesz trafić na wifi, a z drugiej nie akceptują kart płatniczych z chipem.

Pozdrawiam. Tomek.

But kralovec http://eduessayhelper.org/ and buell take this argument apart, too

Dodaj komentarz