Motocyklem na Ukrainę i Mołdawię – cz.1

Lwów, Lviv Oblast, Ukraine

Dojazd jest całkiem dobry. Po polskiej stronie całkiem sporo przerobili 2-kę na S-kę. Niby tylko S-ka, ale standard jak A2. Jedzie się dość sprawnie. Dopiero na granicy trochę chodzi. Na szczęście moto jadą bez kolejki, ale strona ukraińska przepisuje do komputera chyba wszystkie dane z paszportów i dowodów rejestracyjnych. To poprostu trwa. Za to ukraińcy są bardzo życzliwi. Jak nie do końca rozumiałem celnika, to od razu ktoś się znalazł kto mi wytłumaczył, że mam zrobić xero dokumentów i do niego wrócić. Podobno walczą z problemem, że do nich wjeżdża dużo pojazdów, a ani potem nie wyjeżdża, ani podatków nie ma. Więc teraz pilnują, że jak ktoś wjechał, to ma wyjechać tym samym pojazdem.

Droga do Lwowa jest całkiem fajna. Spodziewałem się legendarnych wielkich dziur, w których kończą żywot koła aut. Ale nic takiego nie było. Za to we Lwowie…

Lwów pojawił się nagle i niespodziewanie. Z pustej drogi najpierw zrobiła się pełna a za chwilę jakbym wjechał w jakiś bazar. Pełno aut i ludzi. Ale to nie było Kosowo gdzie wszyscy na Ciebie wjeżdżają. Po chwili przyzwyczajenia można żyć. Po prostu oni chyba się bardziej spieszą niż my

Natomiast większość ulic jest brukowanych… Nawet tory tramwajowe są krzywe. Generalnie Lwów jest pełen kontrastów. Wspaniałe zabytki stoją obok upadających reliktów czasów CCCP (ZSRR).

Widać dużo biedy w porównaniu z Polską. To wygląda tak jak u nas w latach 90. A zaczynali tak samo jak my. Życzę im naprawdę żeby nadgonili stracony czas.

PS. Do wyjazdu na Ukrainę nie trzeba się przygotowywać. Trzeba mieć paszport, zieloną kartę, a warto ubezp. med.

Pozdrawiam,
Tomek

Dodaj komentarz