Motocyklem na Ukrainę i Mołdawię – cz.4

Tak, łącznie przejechałem 2,5 tyś. km. Załączam zdjęcie licznika (nie ma tysięcy). Załączam też zdjęcie mojego zadowolenia 😉

Średnie prędkości wg automatycznej historii w Google Maps teoretycznie bez postojów:

  • Warszawa – Lwów: 65 km/h (kiepska droga Wawa-Garwolin, budowa S Garwolin-Lublin, wąska Zamość-Hrebenne)
  • Lwów – Kiszyniów: 53 km/h
  • Kiszyniów – Odessa: 48 km/h (w okolicach Zatoka faktycznie było kiepsko)
  • Odessa – Tarnopol: 72 km/h
  • Tarnopol – Warszawa: 73 km/h

Jadąc autem trzeba wziąć pod uwagę, że na pewno będzie wolniej. Na części dróg trzeba jechać bardzo wolno. Warto też przed wyjazdem dowiedzieć się jaki stan jest różnych dróg. Np. spotkałem gościa (chyba Polak z żoną Niemką), który autem wracał z Odessy. I on jechał przez Kijów. Mimo, że droga 150 km dłuższa to Google podaje podobny czas przejazdu, co moją drogą (najniższa – załączam zrzut).

Jadąc moto trzeba wziąć pod uwagę jakie masz moto. Ja jechałem na turystycznym średnim enduro. To jest terenowe zawieszenie z wysokim skokiem. Moja typowa prędkość, to 100-120 km/h bez względu na jakość drogi. Przy wyjątkowych fałdach lub dziurach po prostu przyjmowałem pozycję dżokeja, czyli tyłek w górę na ugiętych kolanach. Drogi z wyjątkiem okolic miast są puste. Bywało, że przez wiele kilometrów byłem sam na drodze. Więc zwolnić trzeba w okolicach miast gdzie jest ruch, w tym ciężarówek. No i oczywiście w terenie zabudowanym. Jeśli masz inne moto niż terenowe albo turystyk z wysokim skokiem zawieszenia (np. mój poprzedni Yamaha TDM), to patrz poprzedni akapit o autach 😉

Podróżując po drogach Ukrainy czułem się bezpiecznie. Uważam, że Ukraińcy dobrze jeżdżą. Oczywiście są wyjątki, np. gość wyprzedzał inne auto jak TIR TIR-a. Czyli minimalnie szybciej przez wiele kilometrów. To nic, że z przodu już ktoś inny jechał. On cisnął… i szedł na czołówkę. Zaczęło to wyglądać naprawdę groźnie. Na szczęście wyprzedzane auto widząc to zacięcie, zjechało możliwie blisko brzegu jezdni (akurat tu nie było twardego pobocza). W trójkę się zmieścili. Teraz pewnie westchniesz „No tak – dziki kraj”. Ale to w Polsce, a nie na Ukrainie wczoraj kombajn mi jechał na czołówkę w okolicach Chełma, bo musiał ominąć traktory, które zaparkowały na poboczu, a było ich sporo…

Jak napisałem, uważam, że dobrze jeżdżą. W opisie Lwowa napisałem, że się spieszą. Tak. Też optymalizują drogę, np. zjeżdżają wcześniej na krajówce na przeciwny pas, żeby skręcić w lewo i nie hamować tych z tyłu. Ale zdążali skręcić za nim dojechałem. Jeśli wolno jadę, to od razu we Lwowie mnie wyprzedzali, ale od razu jak przyspieszałem, to mnie wpuszczali. Nie było czegoś takiego, żeby ktoś zajechał mi drogę. W ogóle nie miałem żadnej niebezpiecznej sytuacji.

Można się czepiać jakości dróg na Ukrainie. Niektóre faktycznie są poniżej stanu jaki znamy, a niektóre fragmenty nawet przebijają naszą wyobraźnię, ale mają też zalety. Zazwyczaj są szerokie. Naprawdę szerokie. Większość aut wyprzedza się dzięki temu od razu z marszu. I mały ruch. To dużo zmienia. Mimo kiepskiej jakości uważam, że jest bezpieczniej. Na całą podróż widziałem tylko jeden wypadek. Wychodzi to lepiej niż w Polsce, gdzie tego lata na przejechane kilometry widziałem dużo więcej wypadków. To takie subiektywne wrażenie. Nie sprawdzałem statystyk.

Ukraińcy znaki ciągłej linii i ograniczenia szybkości traktują jako zalecenie, a nie nakaz 😉 Nawet w obecności Policji. Co ciekawe, za to światła są bardzo rygorystycznie przestrzegane. Jak zaczyna migać zielone (zamiast żółtego) to od razu zwalniają mimo, że miga dłużej niż u nas jest żółte. Nie spotkałem się tam ani razu z przejazdem na „późnym pomarańczowym”. Mi osobiście takie podejście odpowiada.

Kiedyś były legendy jakoby Policja (wtedy Milicja) zatrzymywała żądając łapówek. Teraz już to się nie dzieje. Potwierdził to też Ukrainiec na granicy. Zrobili z tym porządek. W kierunku Mołdawi, policji w ogóle nie widziałem. Jak wracałem z Odessy główną drogą, to widziałem jedną z fotoradarem oraz wiele kontrolujących TIR-y. Mieli zawsze napis w stylu Patrolnaja Policja. Więc może to odpowiednik naszej ITD. W każdym razie żadna Policja się mną nie interesowała. Czy kiedy miałem tablicę rejestracyjną czy kiedy nie miałem

Chyba starczy już o drogach 🙂

Sporo się tego zrobiło, więc przy następnej okazji napiszę o podróżowaniu (hotele, nawigacja, itd).

Pozdrawiam,

Tomek

Dodaj komentarz